Kotwica

 

Wiosną 1942 roku zaczęły pojawiać sie w Warszawie kotwice. Szczególnie młodzież prześcigiwała się w rysowaniu tych kotwic, czyli znaków PW, Polska Walczy. (P wstawione w W). Na murach i ścianach się pojawiały, przeważnie dość szybko ścierane przez okupanta, by następnego dnia znów sie pojawić. Pomysł pochodził od harcerek z „Wawra” i trafił do wyobraźni. A nastrój był taki, by nie dać się zgnębić. Odczuwali to też najmłodsi, dla których kawałek kredy był dostępną bronią.

 

Postanowiłam narysować kotwicę na tarczy Syreny Warszawskiej. "Zapraszała" postawą i przestrzenią. Poszłam z koleżanką z drużyny, Kasią. Okazało się, że w pobliżu jest nowa końcówka toru kolejowego by dostarczać węgiel dla Niemców. Stały wagony towarowe wypełnione węglem i pilnował niemiecki żołnierz z karabinem. Chodził  wzdłuż pociągu, tam i z powrotem. Czekałyśmy by zrobił w tył zwrot.

 

I wtedy z tej góry węgla zsunął sie wychudzony dzieciak w nędznym płaszczyku podwiązanym sznurkiem, który podtrzymywał schowany węgiel. Teraz chłopczyk przestraszył się nas.

Nie było czasu. Spora pusta przestrzeń, ale udało nam sie wciągnąć go do najbliższej bramy.Trząsł się z zimna i ze strachu, ale jakoś nabrał zaufania. Okazało się, że ten malec chodzi kanałami do getta i przynosi mieszkańcom kradziony węgiel. Śpieszył, ale Kasia, która pomagała komu mogła, znała mnóstwo tych żebraczych dzieci, nie tylko z getta, zaczęła się z nim umawiać w innym miejscu na następny dzień. Obiecywała jedzenie – sama często chodząc głodna. Jednak nie przyszedł, a czekała kilka razy.

 

Kotwicę na tarczy udało się narysować innym razem.

 

Hanna Zbirohowska-Kościa

Pisane w lutym 2008 r.

 

Wrócić na stronę "Migawki Historyczne" - "Sto Lat" - Numer 3

Wrócić na główną stronę gazetki "Sto Lat" - Numer 3